Shopping dystans, czyli jak pozostać łowcą promocji i nie zwariować

29.11.2020

Black Friday, Cyber Monday i promocje, których w upragnionej końcówce roku 2020 nie brakuje, rozpalają naszą wyobraźnię oraz wzmagają nieodpartą chęć posiadania. Wiemy, że konsumpcjonizm skutkuje negatywnym wpływem na środowisko oraz kiepską kondycją naszego portfela, ale i tak chcemy poprzez posiadanie dóbr zaznaczać swój status. Jak więc ustrzec się przed nadmiernym wydawaniem i zachować równowagę w świecie z odroczoną płatnością?

Nie tylko raty kredytu mogą zostać odłożone na później. Skutki naszego kompulsywnego szaleństwa zakupowego również przyjdą z czasem. Nie mam tu na myśli wyrzutów sumienia, które mogą pojawić się, kiedy spojrzymy na pusty stan konta albo dla kontrastu – na pełny stan naszej szafy. Zakupowy szał ma istotny wpływ na nasze samopoczucie. Zwłaszcza gdy, Black Friday, Cyber Monday oraz świąteczne promocje atakują nas na każdym kroku.

Wyprzedaż, włam do mózgu

Zakupoholizm to skrajny przypadek, ale bardzo często przybiera formę kolokwialnego dogadzania sobie. Żyjąc w kulturze, która nieustannie mówi nam o zdrowym egoizmie, wpisując w to również spełnianie swoich zachcianek. Na wydawanie ciężko zarobionych pieniędzy łatwo znaleźć wytłumaczenie dla swoich niekontrolowanych zachowań. Pochodzimy z rodzin, w których wychowywano nas w kulcie ciężkiej pracy i wartości pieniądza oraz powagi oszczędzania. Nic więc dziwnego, że pojawia się w nas społeczny dysonans. W dzieciństwie pewne zachowania wpojono nam w domu, a przecież zupełne inaczej egzystują uśmiechnięci panie i panowie w telewizorze. Dodatkowo social media kultywują nieustanne porównywanie, w głównej mierze to dotyczące standardu naszej codzienności. Możemy postawić tu pytanie: „jak żyć?”, które na potrzebę tego artykułu przyjmie formę: „Co może być złego w korzystaniu z okazji i wyprzedaży, kiedy możemy sobie na to pozwolić?”. Absolutnie nic, jeśli wspomniany już wcześniej stan konta czy zawartość szafy nie powodują debetu na koncie ani przekroczenia moralnego.

Konsumenckie rozterki

Przenalizujemy z ręką na sercu nasze rytuały zakupowe. W większości przypadków okazałoby się, że funkcjonują one na solidnie zbudowanych fundamentach sprytnie wymyślonego marketingu. Tak powstał fenomen pieluszek Pampers, proszku Calgon (kto potrafi przeczytać tę nazwę, bez dośpiewania jingla reklamowego +10 do umiejętności), a także picia kawy w Japonii. Tworzenie mechanizmów, kreowanie schematów, przekładających się na nasze decyzje zakupowe, to ważny element układanki. Mimo naszej świadomości sami godzimy się na sterowanie nami wśród dyskontowych półek.

Coraz częściej czytamy etykiety, kierujemy się z eko torbami w stronę lokalnych producentów. Mimo zmian konsumenckich nawyków, nadal jesteśmy podatni na techniki wpływu. Ulubieńcy produktowi, którzy umilają nam serialowe wieczory, towarzyszą nam nieprzypadkowo. Na podstawie wcześniej widzianych, wykreowanych przez marki obrazów, odtwarzamy reklamowe sytuacje w życiu realnym. Tworzymy tym samym zespolenie produktów np. z czasem naszego relaksu, przyjemnym doświadczeniem. Skoro koncerny wkraczają w nasze życie to może jest to najwyższy czas, aby zajrzeć do wnętrza swojej lodówki i przenalizować świadomie swoją…świadomość?

Uciec od promocji, ale dokąd?

O kłamstwach producentów i ich manipulowaniem żywieniowymi modami, stopniowym podnoszeniu cen i o chwytliwym nazewnictwie pisałam w artykule Nie-dajmy-sie-sklepowej-manipulacji. To było pięć lat temu, a z niekłamanym smutkiem stwierdziłam, że niewiele się zmieniło. Marki nadal zarabiają na naszym braku równowagi w wydatkowaniu. Bazują na przywiązaniu do wpojonych nam nawyków zakupowych oraz zaufaniu w medialne komunikaty. Szczególnie teraz, kiedy jesteśmy niejednokrotnie skazani na nadużywanie cyfrowych urządzeń, trudno uciec przed przebodźcowaniem i nadmiarem przekazów reklamowych.

Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest więc ograniczenie używania zdobyczy nowych technologii. Nabranie dystansu w cyfrowym świecie może nam pomóc zachować równowagę w świecie rzeczywistym. Wyciszenie bombardowanych reklamami aplikacji pomoże ograniczyć nie tylko pochopne korzystanie z okazji takich jak Black Friday, Cyber Monday lub przedświątecznych wyprzedaży. Pozwoli nam również znaleźć przestrzeń na uświadomienie własnych potrzeb i zastanowienie się, czy naprawdę potrzebujemy tych niesamowitych promocji. Praktykujmy rozsądny dystans, nie tylko ten poza domem. W ten sposób dotrwamy w dobrym samopoczuciu do końca tego przedświątecznego szaleństwa.

Tworzymy właśnie oryginalny projekt. W efektywny, ale i przyjemny sposób będziemy uczyć równowagi między tymi dwoma światami: offline i online.

Śledźcie UMMS w social mediach – premiera naszego produktu już niedługo!

Autorka: Kornelia Mielczarek


Inne teksty, które mogą Cię zainteresować

Świadome zachowania konsumenckie u młodzieży