Krótkie case study na przykładzie e-dziennika Vulcan

01.10.2020

Photo by Bermix Studio on Unsplash


Zdalne nauczanie rozpoczęło się w całym kraju praktycznie z dnia na dzień po wybuchu pandemii wiosną 2020 roku. Śmiało można powiedzieć, że nie do końca byliśmy przygotowani na taką cyfrową rewolucję. Nagle wszyscy musieli zacząć komunikować się przez Internet, co wywołało niemałe emocje i… problemy.

Te drugie sięgnęły przede wszystkim podstawowych cyfrowych narzędzi, których najczęściej używali uczniowie i rodzice, czyli dzienników elektronicznych. Stały się one pierwszym miejscem uzyskania informacji o tym, co dalej robić. Niestety ich serwery były przeciążone od nadmiernego ruchu, a przez to komunikacja na linii szkoła-uczeń często była zaburzona. Prasa codziennie informowała o licznych nieprawidłowościach oraz chaosie. Czy i jak można przygotować się na taką sytuację w przyszłości? Z jakimi problemami spotykali się uczniowie korzystający z e-dziennika? O tym wspomnimy dzisiaj na przykładzie popularnego Vulcana.

Różne drogi komunikacji

Przede wszystkim dobrą praktyką na bazie tamtych doświadczeń byłoby przygotowanie alternatywnych narzędzi wymiany informacji. Jednym z nich mogłyby być chociażby na bieżąco aktualizowane strony internetowe szkół. Umieszczenie na nich adresów mailowych nauczycieli z pewnością byłoby przydatne dla rodziców i uczniów. Wszystko po to, aby ominąć komunikację przez e-dziennik, kiedy wystąpiłyby ponownie problemy z jego funkcjonowaniem. Po stronie twórców jest wzmocnienie infrastruktury na tyle, aby przetrwała ona potencjalne „oblężenie”. Niewykluczone bowiem, że nauka zdalna wróci jeszcze w przyszłości.

Przerwy w działaniu Vulcanu i innych e-dzienników skutecznie potrafiły zaburzyć naukę zdalną. Uniemożliwione było chociażby sprawdzenie planu zajęć czy wiadomości od nauczycieli, gdzie często podawane były linki do platform, na których trwały e-lekcje. Czy faktycznie e-dziennik to wobec tego jedyna droga? W praktyce zalecana jest dywersyfikacja narzędzi, zgodnie ze stwierdzeniem, że one is none, two is one.

Załączniki w e-dzienniku

Kolejny istotnym utrudnieniem było wysyłanie załączników, które w Vulcanie odbywało się poprzez zalogowanie się do konta Microsoft. Innymi słowy – nie masz konta, nie załączysz pliku. Co w sytuacji, kiedy ktoś nie potrafi lub nie chce takiego konta tworzyć? Warto rozważyć alternatywę. Wielu rodziców omijało to ograniczenie, linkując do plików umieszczonych na Google Drive czy Dropboxie. Kiedy nauczyciel prowadzi kilka klas ściąganie i zapisywanie plików z wielu miejsc może być problematyczne. Trudno obwiniać twórców platformy o skorzystanie z takiego systemu załączenia plików, kiedy przed wybuchem pandemii ta funkcjonalność była używana dość sporadycznie. Jest to jasny sygnał na przyszłość, że nie było to wygodne.

Wysyłanie prywatnych wiadomości

Dodawanie adresata do pola wiadomości w Vulcanie polega na kilkukrotnym przeklikaniu spisu adresatów. Jest to mało wygodne i nieintuicyjne. Dodatkowo skrzynka odbiorcza nie ma żadnego systemu oflagowywania wiadomości, co przy natłoku informacji, jaki miał miejsce podczas pandemii, było sporym utrudnieniem. Wydaje się, że chociażby możliwość tagowania nawet gotowym zestawem plakiet (np. „pilne”, „zadanie domowe” itp.) wiele osób przyjęłoby z radością. Może kiedyś taki system się pojawi.

We wrześniu 2020 Vulcan przeszedł odświeżenie, dlatego warto wspomnieć, że od tego momentu jego wygląd jest zdecydowanie bardziej przejrzysty. Na chwilę obecną działa również stabilnie, chociaż nie było konieczności testowania e-dziennika w „warunkach bojowych”. Widać jednak, ze twórcy starają się przygotować na czas potencjalnej nauki zdalnej. Tym razem przecież nie powinno nic zawodzić. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość 😉

Autorka: Anna Starek – Wróbel


Inne teksty, które mogą cię zainteresować

Cyfrowa era fake newsów. Jak się w niej poruszać?

Jak rozróżniać informacje? Narzędzia do analizy newsów

Myślenia przyczynowo – skutkowego można uczyć.